Jak przystało na baczne obserwatorki życia miejskiego, parę miesięcy temu zauważyłyśmy zamknięcie starego sklepu obuwniczego na rogu ulic: Nowogrodzkiej i Kruczej. Nasza spostrzegawczość nie jest bynajmniej spowodowana fetyszem na punkcie butów dla starszych Pań, czy tym bardziej ich stóp… Bardziej wyczuleniem na lokalizacje mogące potencjalnie zamienić się w punkty gastronomiczne. Tak, powstawanie nowych lokali z jedzeniem śledzimy bardzo bacznie.

20170420_WA_LL_Nowo_0045

Gdy po jakimś czasie we wspomnianej przestrzeni, zaczęli kręcić się ludzie, a okna i drzwi zmieniły kolor na – popularne ostatnimi czasy – cappuccino – było wiadomo, że do otwarcia niedaleko.

NOWO. działa od kilku dni. Ze względu na jasną przestrzeń i wczesną godzinę otwarcia byłyśmy przekonane, że będzie to miejsce śniadaniowe. Nie do końca miałyśmy rację.

W NOWO. są śniadania, jednak lokal chcę się skupić na wieczornym życiu i pozycjonować się jako Gin Bar! Będzie to trzeci concept bar w Warszawie zorientowany na ten alkohol.

W tym momencie w asortymencie mają około 50 rodzajów ginu, a rozkochać w sobie bywalców chcą również proponując lane “z kija” wcześniej przygotowywane przez barmanów kompozycje koktajli bazujące na tym alkoholu. 

20170420_WA_LL_Nowo_0029

Wróćmy jednak do naszego śniadania! Zamówiłyśmy owsiankę, crocque-monsieur, grzankę z awokado i jajkiem i – jako odwieczny papierek lakmusowy – jajecznicę. Mimo, że Polska chlebem stoi to rzadko kiedy można zjeść na mieście dobre pieczywo. Tym NOWO. wygrywa, gdyż pieczywo mają ze swojego zaprzyjaźnionego lokalu Być może, gdzie chleb robi się codziennie na miejscu.

Ten “drobiazg” spowodował, że już wiemy, że zdrowe, fit śniadanka w tym przybytku to strata czasu. Pajda z awokado i francuski klasyk – który uzmysłowi każdemu studentowi, że jednak nie jest mistrzem tostów – skradły nasze serca. 

20170420_WA_LL_Nowo_0175

Na pewno wrócimy sprawdzić nocną odsłonę NOWO. i napić się koktajlu z ginem, ale jak narazie…

Jak kochać, to księcia. Jak kraść, to miliony. A jak jeść najbardziej tłustą kanapkę w Waszym życiu, to w NOWO.

NOWO.

ul. Nowogrodzka 10

Warszawa

Godziny otwarcia:

Pon-Pt: 8:00-24:00

Sb-Ndz: 9:00-2:00

20170420_WA_LL_Nowo_0101

Plusy:

  • Wczesne godziny otwarcia
  • Szeroki wybór ginów
  • Nieprzemysłowe pieczywo

Minusy:

  • Po wnętrzu ciężko się domyślić, że jest to miejsce wieczorne

Zdjęcia : Wojtek Affek

Kochani, tym wpisem rozpoczynamy zapowiedzianą jakiś czas temu serię o niesamowitych chillowych, miejscówkach. Będziemy Wam pokazywać odkrycia z naszych małych i dużych podróży. Elementami wspólnymi dla tych wszystkich miejsc są: niepowtarzalny design i cudowna, luźna atmosfera. Będą to bary, kawiarnie, knajpy i inne dziwne koncepty, które mają umilać ludziom czas spędzany na lenistwie 🙂

FullSizeRender-4

Cykl zaczynamy od Milk Espresso and Spa w indonezyjskim miasteczku Kuta Lombok. W krajobrazie złożonym z niskich domków i budek z blachy falistej, bryła Milk’a od razu rzuca się w oczy. Jest to trzypiętrowy, modernistyczny budynek utrzymany w stonowanej szaro-beżowej kolorystyce.

Wszystkie elementy wystroju nawiązują do plaży, surfingu i tutejszych drzew owocowych. Kuta to mekka dla surferów i to oni są tu najczęstszymi gośćmi.

FullSizeRender

FullSizeRender-3

FullSizeRender

Jak wiele lukratywnych biznesów w Indonezji, Milk prowadzony jest przez Nowozelandczyków, którzy zadbali nie tylko o wystrój, ale również o obecność alkoholu w lokalu (Indonezja to kraj w większości muzułmański).

FullSizeRender-5

Wnętrze Milk’a podzielone jest na trzy przestrzenie – kawiarnię, spa i sklep z ubraniami i biżuterią. Kawiarnia i sklep sąsiadują ze sobą na parterze. Spa ukryte jest pod ziemią. Dzięki prześwitom w budynku – części ścian po prostu nie ma – masz miłe wrażenie jakbyś cały czas siedział na zewnątrz. To świetne miejsce na śniadanie z książką lub wieczorny koktajl ze znajomymi.

FullSizeRender-1

Milk Espresso & Spa

Jalan Raya Kuta ( Next to Alfamart )
Kuta, Nusa Tenggara Barat
Indonesia

Mamy szczęście otaczać się wieloma zdolnymi ludźmi. Części z nich udało się zamienić swoją pasję w lukratywny biznes. Dziś przedstawimy Wam matkę, żonę, projektantkę i założycielkę marki PANAMA jewels w jednym. Poznajcie Martę.

20170320_WA_LL_0250

Jesteśmy w świeżo wyremontowanym mieszkaniu na Żoliborzu. Marta otwiera nam drzwi trzymając Tadzia – jej rocznego synka – na rękach. Następne półtorej godziny spędzamy rozmawiając o niej – jej początkach z biżuterią, ślubie i małym Tadziu, który podczas naszej rozmowy, nieprzerwanie szoruje po podłodze.

Marta po maturze wyjechała do Austrii i to tam rozpoczęła się jej przygoda z biżuterią. Pewnego razu jej mama przywiozła jej sznury drobniusieńkich kamieni z targów w Monachium.

Mimo, że Marta jest fanką stylu boho, to jeśli chodzi o biżuterię jest minimalistką. Zakochała się w tych delikatnych kamieniach, szczególnie, że było to coś zupełnie innego niż spotykała na rynku do tej pory.

Początkowo zaczęła nawlekać je na żyłki, tworząc cieniusieńkie bransoletki. Po jakimś jednak czasie natrafiła na jedwabne nici, które zdały się jej być jeszcze delikatniejsze niż żyłka. Same w sobie były tak ładne i szlachetne, że zamiast zakrywać całą ich długość kamieniami Marta przewlekała na nie luźno tylko kilka kamieni.

20170320_WA_LL_0070

To wtedy zrodził się pomysł, który po kilku latach stał się flagowym produktem jej nowej marki – PANAMA jewels. Jednak Marta zaczęła od sprzedaży swoich wyrobów już 5 lat temu w Austrii. Austriaczki zakochiwały się w delikatnych bransoletkach na jedwabiu, ale wówczas Marta nie mogła sobie pozwolić na rozwinięcie się na większą skalę. Marzenia o własnej marce musiały poczekać. Chcąc zrobić kolejny krok Marta zdecydowała się przeprowadzić do Wiednia, gdzie dostała się do Wiedeńskiej Akademii Złotniczej. Niestety po powrocie do rodzinnej Warszawy, wpadła w wir pomocy rodzicom w ich biznesach i założyła rodzinę. W tym okresie pasja biżuteryjna zeszła na drugi plan. Dopiero po narodzinach Tadeusza, Marta postanowiła wygospodarować czas dla siebie i swojej pasji.

Doskonale pogodziła bycie matką na pełen etat, z prowadzeniem domowej manufaktury biżuterii. Za namową Kuby – swojego męża – wrzuciła kilka swoich projektów na Instagram. Nie musiała długo czekać na zamówienia.

20170320_WA_LL_0221

Zainteresowanie tą delikatną i kobiecą biżuterią przerosło jej oczekiwania. Tak narodziła się PANAMA jewels. Jesteśmy bardzo dumne i szczęśliwe mogąc przedstawić Wam osobę z tak wielkim talentem, pasją i samodyscypliną. Marta, trzymamy kciuki!

20170320_WA_LL_0147

www.panamajewels.com

Zdjęcia: Wojtek Affek

Bardziej Gastrobar to mały cocktail bar ukryty w uliczce Oleandrów, nieopodal kina Luna.

Wnętrze zrobione jest w konwencji steam punk’u czyli stylu opierającego się na fascynacji okresem świetności – kolei parowej.

Wszędzie pełno jest miedzianych rur, zegarów, zaworów, trybików i innych elementów, o których kompletnie nie mamy pojęcia. Lokal ma dwa poziomy – parter, gdzie znajduje się bar i antresolę z dodatkowymi miejscami do siedzenia. Mimo swych niewielkich rozmiarów, jest się tu w stanie zmieścić całkiem sporo ludzi. 

Menu koktajli stworzone jest przez Bartka Koniecznego i Adama Kolanowskiego, którzy zawsze obecni są za barem. Chętnie pomagają w wyborze i opowiadają szczegółowo o procesie tworzenia swoich kreacji.

Karta drinków podzielona jest na część stałą i sezonową. Jeśli któryś z sezonowych koktajli wyjątkowo zapadnie gościom w pamięć, zostaje przeniesiony do stałej karty.

Nam szczególnie posmakował Świat do góry nogami(28zł), robiony na Laproaig’u – bardzo dymnej w smaku szkockiej whisky – syropie z pędów sosny, biterze żywicznym i kwasie jabłkowym. Pyszny jet też Perdido(21zł) bazujący na porto z Southern Comfort i Beherovką. 

To co wyróżnia Bardziej Gastrobar to tutejsze menu jedzeniowe. Tapas tu podawany pozwala nie tylko przedłużyć naszą nieśmiertelność o kolejnego drinka, ale też bardzo smacznie się najeść. Klasyczne hiszpańskie przekąski kucharze z Bardziej traktują z dużym szacunkiem do tradycyjnych ich wersji ale jednocześnie nie boją się eksperymentować. Zjadłyśmy kalmary(18zł), tortille z aioli(13zł) i kaszankę zapiekaną z kozim serem(19zł). Jedzenie jest na tyle dobre, że chętnie przyjdziemy tu coś zjeść, nawet jeśli nie będziemy miały ochoty na alkohol.

_DSC7042

_DSC6973

Warto powiedzieć jeszcze dobre słowo o obsłudze. Wszyscy są bardzo komunikatywni i sprawiają, że dość szybko czujesz się jakbyś wpadał tam regularnie, mimo, że jesteś tu po raz pierwszy. Miłe uczucie. 

Dobrze zobaczyć, taki oświecony punkt między placem zbawiciel,a a mokotowem, gdzie nadal góruje gastronomiczne średniowiecze. 

_DSC7171

Bardziej Gastrobar

Marszałkowska 21/25 – wejście od ulicy Oleandrów

tel. +48 22 118 27 43

Godziny otwarcia:

Pon-Śr 16:00-24:00

Czw-Sb 16:00-01:00

Ndz 16:00-23:00

_DSC7248

Zalety:

  • Autorskie menu koktajli
  • Bardzo dobry hiszpańskie jedzenie
  • Ciekawy i przytulny wystrój
  • Kontaktowa obsługa